wtorek, 21 kwietnia 2009

Zabawy z prądem

Kajam się ;) zaniedbałam bloga, jakoś czasu mniej, żeby opisać co się dzieje w naszej ruderze :) Dzieje się dużo, w zasadzie wszystkie ściany są wytapetowane i jakoś już mieszkanie zaczyna wyglądać.

Kolejnym etapem było pozbycie się pięknego ekhm "bukietu" :D



"Bukiet" z profilu



Jako, że nasz majster jest wszechstronny i z tym problemem sobie poradził :)



A tak ostatecznie wygląda: dzwonek, korki oraz miejsce na klucze :)


sobota, 4 kwietnia 2009

Rwanie podłogi

Pamiętacie łazienkę? Tę, która powstała przez połączenie starej mikroskopijnej łazienki z tramwajowatym kib… znaczy ubikacją. Otóż pomieszczenia te miały podłogi w miarę nawet równe, za to nie do końca poziome. I nie byłaby to ani niespodzianka, ani jakaś poważna sprawa, gdyby nie dziwaczny fakt, że po zburzeniu ścianki między wspomnianymi pomieszczeniami podłogi okazały się być „nie do końca poziome” w różne strony. Dokłaniej, podłoga w byłej już ubikacji była pochyła w stronę „od drzwi”, a w łazience „do drzwi”. Skutkowało to pewną, nazwijmy to, nieciągłością na linii styku. Czyli, że przy jednej ścianie to podłoga w ubikacji była wyżej od podłogi łazienki, a przy ścianie przeciwległej – odwrotnie. Różnica sięgała nawet około 4cm, a więc o wiele za dużo by powiedzieć sobie „spokojnie, klej do kafelek to wyrówna”. Coś trzeba było zrobić. Zaczęliśmy to z majstrem kuć. W rogu, żeby tylko zobaczyć czy pójdzie. Niedużo, tylko żeby wyrównać. Delikatnie, tylko na próbę.



W tym miejscu warto wspomnieć, że w świętej naiwności wierzyłem do tego momentu, że oglądana przeze mnie posadzka jest stropem, litym kawałem betonu zbrojonego, grubego na kilkanaście centymetrów i kompletnie nie do ruszenia. Naiwne, ale po prostu się nad tym nie zastanawiałem, nawet się jej dokładnie nie przyglądałem.

Już po kilku uderzeniach przekonałem się jednak, że coś jest nie tak z tym „betonowym stropem”. Pod kilkucentymetrową warstwą cementu/betonu/cokolwiektobyło trafiliśmy na papier. Żółtą, starą, obleśną płytę papierową dwucentymetrowej grubości, którą dało się kruszyć palcami. Na tym etapie mieliśmy skute jakieś 20x20 centymetrów podłogi.



Ciekawość kazała nam kuć dalej i zobaczyć, co też może znajdować się pod warstwą papieru. Oczywiście należało w tym celu powiększyć otwór – miał więc on około 50x50 centymetrów, kiedy udało nam się oderwać większy płat papierowej płyty i zajrzeć pod niego. Coż tam było? Otóż gruz tam był. Dobre 5 centymetrów kawałków betonu, najróżniejszych kształtów i rozmiarów. Powyciągaliśmy tego trochę i – nareszcie – pod spodem było już coś, co z całą pewnością musiało być betonowym stropem.

W tym momencie rozorany fragment podłogi miał już rozmiary na tyle duże, że potrzeba by było pół worka cementu, żeby go zalać. Cóż więc pozostało jak nie pójść za ciosem i rozbebeszyć podłogę do końca? :D



Z czego więc składała się podłoga w naszej łazience (a pewnie i w całym mieszkaniu)? Licząc po kolei, od dołu:

- z betonowego stropu,
- pięciu centymetrów gruzu luzem, ledwo uklepanego łopatą,
- dwóch centymetrów papierowej płyty,
- warstwy papy, takiej jak na dachy,
- cementowej wylewki o grubości dość, ekhm, „swobodnej”.



Wyobraźnia budowlańców nie zna granic :)

Aby podłogę doprowadzić do przyzwoitego stanu zostało zużyte 15 worków zaprawy murarskiej + około 100kg gruzu pozostałego ze starej wylewki (dla obniżenia kosztów) oraz kilku worków posadzki. Po wszystkim pozostała jeszcze kupa gruzu ze starej podłogi, z którym COŚ należało zrobić ;)

środa, 18 marca 2009

Zgniła jabłoń

Pokoje poszły gładko, na ogół wiedzieliśmy co chcemy i taki efekt jaki jest na zdjęciach był zamierzony ;) Niestety z przedpokojem mieliśmy zgryz. Tapeta na flizelinie była zbyt delikatna i na dodatek nie było takiej, która powaliłaby nas (jak w przypadku pomarańczowo brązowej :>)

No nic, zdecydowaliśmy, że ostatecznie kupimy tapetę do malowania...i tutaj zaczął się problem, bo trzeba ją pomalować (logiczne, nie? :>). Stoisko Duluxa, Dekorala, Jedynki i Śnieżki mieliśmy już w jednym palcu. Przy okazji wizyty w markecie budowlanym staliśmy przed paletami i gapiliśmy się jak sroka w gnat na kolory. Wybraliśmy, a raczej wpadliśmy jak...jabłko w kompot :>

Farba Rajskie Jabłuszko wydała nam się taka ładna na próbniku...i tylko na próbniku. Podczas malowania najpierw odebrałam telefon od zdenerwowanego Pawła o treści

P: Ania, ta farba jest mocna
A: Jak bardzo?
P: Bardzo
A: Jedź po inną, nie maluj ścian!

No to pojechał i kupił Drzewko Oliwne, które...w świetle dziennym jest hmm znośne, ale przy zapaleniu sztucznego wygląda jak w szpitalu, yuck!

Przed malowaniem (wtedy było najlepiej:>)

Po malowaniu


Struktura tapety


Na razie to zostawimy (chociaż nie jestem zachwycona kolorem, ale może się przyzwyczaję :P) Może Magnolia z Duluxa byłaby lepsza? Tak czy siak mamy 10l farby Rajskie Jabłuszko, ktoś chętny? :D Tutaj wizualizacja farby: http://inspiracje.leroymerlin.pl/original/154_f3.jpg

poniedziałek, 2 marca 2009

Kolej na mniejszą izbę

Tapeta: 43.90 rolka
Klej: 25 zł opakowanie
Mina dziadka po tapetowaniu: B-E-Z-C-E-N-N-A

:D

Taki mniej więcej efekt wywołała tapeta wybrana do małego pokoju, co w moim mniemaniu jest pozytywne, lepiej żeby wnętrze wywoływało jakiekolwiek uczucia ;)

Zacznijmy od początku...przy mniejszym pokoju nie było tyle niepewności co przy większym. Po prostu weszłam do sklepu z tapetami i od razu wiedziałam co biorę :D Po zobaczeniu kawałka tapety miałam już wizualizację całego pokoju...oto ona :D




Tapeta jest po prostu ŚWIETNA! a tak prezentuje się w pokoju





A oto wizualizacja komputerowa :)

wtorek, 24 lutego 2009

Obiecana wizualizacja






Tapeta jest naprawdę super, prawie nie widać niedociągnięć przy tapetowaniu ;) Teraz czas na mały pokój :)

czwartek, 19 lutego 2009

Jaki kolor? Yyy...

Do wyboru kolorystyki mieszkania przygotowałam się bardzo solidnie. Jedno wiedzieliśmy na 100% - na ścianach będą tapety na flizelinie*, a że ich wybór jest ogromny to też zdecydować nie było łatwo.

W ramach przygotowań do wyboru odpowiednich tapet stworzyłam blisko 15 połączeń kolorystycznych (dwie tapety + panele), a i tak nie mogliśmy się na cokolwiek zdecydować ;) Na pierwszy ogień poszedł duży pokój; w pierwszym rzucie spodobało nam się połączenie ceglastej tapety we wzory z kremową – przez około 2 tygodnie byliśmy zdecydowani na ten wariant ;)

Wariant 1 (ściana naprzeciwko okna czerwona, reszta krem)


Po krótkim czasie stwierdziliśmy, że jednak nie jest to to, czego chcemy i szukaliśmy kolejnej koncepcji, wybór padł na taką:
Wariant 2

Po obejrzeniu tapety w sklepie stacjonarnym stwierdziliśmy, że jest zbyt intensywna. Kolejna koncepcja padła, no to szukaliśmy dalej.
Ostatecznie zdecydowaliśmy się na połączeniu kawy z mlekiem z kawowymi paskami.
Wariant 3 – zrealizowany



A tutaj wizualizacja pokoju:)


Wkrótce zdjęcia w realu ;)

środa, 11 lutego 2009

BRW potęgą jest!

Dzisiaj anegdotka związana z zakupem sofy z BRW (anegdota mojego brata, Jacek mam nadzieję, że się nie obrazisz ;))

Jako, że mój brat mebluje drugi pokój w swoim mieszkaniu postanowił kupić kanapę. W tym celu rodzinnie udaliśmy się do BRW. Oferta szeroka, duży wybór materiałów, można nawet wybrać kolor nici (sic!)


No to wybraliśmy kanapę, wybraliśmy kolory (poduszki miały być w innym kolorze niż reszta), nici sobie darowaliśmy ;) Teraz tylko 6 tygodni (tak, słownie: sześć!) oczekiwania i kanapa miała przyjechać, ale...
.
.
.
.
.
.

Następnego dnia zadzwoniono z BRW, że jednak kanapa w dwóch kolorach to dla nich zbyt dużo i zapraszająna odbiór zaliczki. Nawet nie zaproponowali nic w zamian, a taką kanapę może zrobić pierwszy lepszy tapicer...Szczerze powiedziawszy byliśmy trochę zdziwieni, że wyprodukowanie kanapy w dwóch kolorach to taki problem hmm aż się boję, bo chciałam u nich kupić meble :/